Joanna Kos-Krauze oskarżona o mobbing i przemoc psychiczną. Reżyserka zaprzecza i mówi o odwecie
Reportaż Magdaleny Rigamonti ujawnia zeznania współpracowników, którzy oskarżają twórczynię „Placu Zbawiciela” o niepłacenie wynagrodzeń, groźby i zastraszanie na planie w Rwandzie.

POLAND —
Fakty
- 27 kwietnia 2026 Onet opublikował reportaż Magdaleny Rigamonti, w którym współpracownicy oskarżają Joannę Krauze de Lendorff o mobbing, przemoc psychiczną i niepłacenie wynagrodzeń.
- 9 kwietnia 2026 sąd okręgowy w Warszawie zakazał Rigamonti wypowiedzi na temat reżyserki; Onet złamał zakaz, publikując materiał.
- Gilbert Sezirahiga twierdzi, że padł ofiarą przemocy ze strony Krauze podczas kłótni na planie filmu „Ptaki śpiewają w Kigali”.
- Zofia Rottenberg, mająca wówczas 19 lat, zeznała, że reżyserka zastraszała ją i trzymała jej paszport, uniemożliwiając powrót do Polski.
- Krauze de Lendorff przegrała dwa procesy sądowe o niewypłacanie wynagrodzeń i została wykluczona ze Stowarzyszenia Filmowców Polskich.
- Reżyserka w oświadczeniu nazwała reportaż „odwetowym” i „nierzetelnym”, sugerując, że powstał na zamówienie środowiska producentów.
- Joanna Krauze de Lendorff pełniła funkcje ekspertki PISF, członkini polskiej komisji oscarowej i Społecznej Rady Kultury przy prezydencie Warszawy.
- W 2018 roku była jedyną jurorką z UE na festiwalu filmowym w Korei Północnej.
Oskarżenia byłych współpracowników
W poniedziałkowy poranek 27 kwietnia Onet opublikował obszerny reportaż autorstwa Magdaleny Rigamonti, w którym kilkoro byłych współpracowników Joanny Krauze de Lendorff (dawniej Kos-Krauze) oskarża ją o mobbing, przemoc psychiczną oraz niepłacenie wynagrodzeń. Dziennikarka przez sześć miesięcy zbierała relacje osób, które – jak podkreśla – są gotowe zeznawać pod własnymi nazwiskami w sądzie. Wśród rozmówców znalazł się Gilbert Sezirahiga, który twierdzi, że podczas kłótni na planie filmu „Ptaki śpiewają w Kigali” reżyserka miała dopuścić się wobec niego przemocy fizycznej. Zofia Rottenberg, wówczas 19-letnia stażystka, zeznała, że gdy chciała wrócić do Polski, Krauze de Lendorff zastraszała ją i przechowywała jej paszport, mówiąc, że to ona decyduje, kiedy dziewczyna wyjedzie. Inni rozmówcy opisują groźby ze strony reżyserki, która miała ostrzegać, że po konflikcie z nią nie znajdą pracy w branży filmowej. Część z tych osób po współpracy z Krauze de Lendorff szukała pomocy u psychologów i psychiatrów.
Próba zablokowania publikacji i sądowy zakaz
Reżyserka od października 2025 roku wiedziała o przygotowywanym reportażu – wtedy odbyła dwugodzinną rozmowę z Rigamonti. 9 kwietnia 2026 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał postanowienie zakazujące dziennikarce wypowiedzi na temat Krauze de Lendorff. Mimo to Onet opublikował materiał, co sąd uznał za rażące złamanie orzeczenia. W oświadczeniu przekazanym przez mecenasa Bartosza Lewandowskiego reżyserka stwierdziła, że redakcja „celowo i ostentacyjnie złamała sądowy zakaz, okazując lekceważenie wobec porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej”. Onet odpowiedział, że złożył wniosek o uchylenie zakazu i na obecnym etapie nie będzie komentować sprawy. Krauze de Lendorff utrzymuje, że reportaż ma „wyraźny cel represyjny i odwetowy” i jest próbą zdyskredytowania jej osoby. Zarzuca autorce „emocjonalną niechęć” oraz ukryte powiązania z producentami, co – jej zdaniem – podważa niezależność dziennikarską.
Wcześniejsze wyroki i wykluczenie ze stowarzyszenia
To nie pierwsze zarzuty wobec reżyserki. Już kilka lat temu była oskarżana o niewypłacanie wynagrodzeń współpracownikom. Sprawy trafiły do sądu, który dwukrotnie orzekł na korzyść poszkodowanych. Po tych wyrokach Koleżeński Sąd Stowarzyszenia Filmowców Polskich zdecydował o wykluczeniu Krauze de Lendorff z organizacji. Mimo to reżyserka nadal pełniła ważne funkcje publiczne. Była ekspertką Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej (PISF), zasiadała w polskiej komisji oscarowej oraz w Społecznej Radzie Kultury przy prezydencie Warszawy. W 2018 roku pojechała na festiwal filmowy do Korei Północnej jako jedyna jurorka z Unii Europejskiej. Obecnie wykłada w Warszawskiej Szkole Filmowej. Uczelnia została poproszona o komentarz w sprawie oskarżeń, ale na razie nie udzieliła odpowiedzi.
Zarzuty o nieprawdziwe informacje i konflikt interesów
W swoim oświadczeniu Krauze de Lendorff nazwała reportaż „nierzetelnym” i stwierdziła, że zawiera „liczne nieprawdziwe informacje” oparte na „niezweryfikowanych źródłach pomówieniach”. Jej zdaniem autorka „funkcjonuje w ścisłych relacjach zawodowych i instytucjonalnych oraz w bliskich kontaktach z Producentami”, co nie zostało ujawnione czytelnikom. Reżyserka sugeruje, że artykuł powstał „na zamówienie środowiska, z którym zarówno autorka, jak i redakcja są powiązane”, choć nie precyzuje, kto i dlaczego miałby zlecić publikację. Uważa, że portal „nadużywa wolności słowa jako narzędzia represji i odwetu” i nawołuje do przestrzegania orzeczeń sądowych. Magdalena Rigamonti w swoim tekście podkreśla, że wszyscy rozmówcy wypowiadają się pod nazwiskami i są gotowi powtórzyć swoje zeznania w sądzie, co – zdaniem dziennikarki – wzmacnia wiarygodność relacji.
Kulisy filmu „Ptaki śpiewają w Kigali”
Film „Ptaki śpiewają w Kigali” to ostatnie dzieło, nad którym Joanna Kos-Krauze pracowała wspólnie z mężem Krzysztofem Krauze, zanim zmarł w 2014 roku. Obraz opowiada historię polskiej ornitolożki i młodej Rwandyjki spotykających się podczas ludobójstwa w Rwandzie. Produkcja zdobyła uznanie krytyków i liczne nagrody. To właśnie na planie tego filmu, kręconego w Afryce, miało dojść do opisywanych przez współpracowników nadużyć. Relacje dotyczą nie tylko przemocy psychicznej, ale też rzekomego przywłaszczania paszportów i gróźb zniszczenia kariery. W rozmowie z Rigamonti padło również pytanie o rzekomą przeszłość reżyserki w izraelskiej armii. Krauze de Lendorff stanowczo zaprzeczyła, by kiedykolwiek służyła w izraelskim wojsku lub Mosadzie, choć – jak przyznała – „różne rzeczy można mówić”.
Reakcje środowiska i dalsze kroki prawne
Publikacja reportażu wywołała szeroką dyskusję w polskiej branży filmowej. Część środowiska domaga się wyjaśnień, inni wstrzymują się z oceną do czasu zakończenia postępowań sądowych. Redakcja Onetu zapowiedziała, że będzie kontynuować publikację kolejnych części reportażu. Mecenas Bartosz Lewandowski, reprezentujący reżyserkę, wcześniej bronił m.in. Mateusza Morawieckiego, Zbigniewa Ziobry i innych polityków prawicy. W oświadczeniu napisał, że redakcja „nie zdecydowała się na podjęcie kroków prawnych zmierzających do zaskarżenia postanowienia sądu”, lecz „celowo i ostentacyjnie złamała sądowy zakaz”. Onet poinformował, że skorzystał z przysługujących mu środków prawnych i złożył wniosek o uchylenie zakazu publikacji. Na razie redakcja nie komentuje sprawy ani nie odnosi się do wypowiedzi pełnomocnika reżyserki.
Spór o granice wolności słowa i rzetelność dziennikarską
Sprawa Joanny Krauze de Lendorff staje się areną starcia między prawem do wolności prasy a ochroną dóbr osobistych. Sądowy zakaz wypowiedzi na temat reżyserki, wydany przed publikacją, oraz jego złamanie przez Onet rodzą pytania o granice ingerencji sądów w działalność mediów. Reżyserka, powołując się na orzeczenie sądu, oskarża redakcję o „lekceważenie porządku prawnego” i „presję pozasądową”. Z kolei dziennikarka argumentuje, że jej rozmówcy są wiarygodni i gotowi zeznawać, a publikacja leży w interesie publicznym. Niezależnie od wyniku sporu, ujawnione relacje rzucają cień na dorobek artystki, która przez lata była symbolem wrażliwości społecznej w polskim kinie. Ostateczne rozstrzygnięcie może zapaść w sądzie, gdzie obie strony zapowiadają walkę o swoje racje.
Podsumowanie
- Joanna Krauze de Lendorff została oskarżona przez byłych współpracowników o mobbing, przemoc psychiczną i niepłacenie wynagrodzeń; zarzuty dotyczą głównie planu filmu „Ptaki śpiewają w Kigali”.
- Sąd okręgowy zakazał publikacji reportażu, ale Onet go opublikował, co reżyserka uznała za złamanie prawa; redakcja złożyła wniosek o uchylenie zakazu.
- Reżyserka przegrała już dwa procesy o niewypłacanie wynagrodzeń i została wykluczona ze Stowarzyszenia Filmowców Polskich.
- Mimo wcześniejszych wyroków Krauze de Lendorff pełniła ważne funkcje publiczne, m.in. w PISF i komisji oscarowej.
- W oświadczeniu reżyserka nazwała reportaż „odwetowym” i sugerowała, że powstał na zamówienie producentów, nie przedstawiając dowodów.
- Sprawa stawia pytania o granice wolności słowa i rzetelność dziennikarską w kontekście sądowych zakazów publikacji.





Jarosław Królewski: od małej wsi do światowej czołówki AI i futbolu
